Czytanie selektywne. Cóż to takiego? „Metoda” pojawiła się przy okazji stwierdzenia faktu, że nie muszę już subwokalizować. Jedyna przyczyna, dla której kultywuję ów nawyk jest fakt, że bez tego nic nie jestem w stanie powiedzieć, o czym czytałem. Czytanie selektywne to, podobno, kolejny krok na drodze do prawdziwego szybkiego czytania ze zrozumieniem. Do tego ćwiczenia należy wybrać książkę z prostym tekstem (ja wybrałem baśnie Andersena) i przyzwoitym rozmiarem czcionki. Większa czcionka ułatwia (podobno).

Przy czytaniu przeglądamy tekst (już w głowie się nie czyta – założenie optymistyczne) i staramy się wyłapać cokolwiek. Nawet jeśli nie będą to powiązane ze sobą obrazy/fragmenty będzie to dobrze. Ja co dwie przejrzane strony książki robię przerwę na przypomnienie sobie, co było w danym fragmencie. Inne warianty czytania selektywnego, które można stosować jako rozgrzewkę, to przeglądanie tekstu i wyszukiwanie imion bohaterów, wyrazów zaczynających się na jakiś konkretny fragment, wyszukiwanie krótkich wyrazów takich, jak: nie, tak, jak, itp… Selektywnie czytamy ze wskaźnikiem!

A co do treningu, to w tej chwili wygląda on u mnie tak. Przynajmniej raz dziennie 12 tablic Schultza/Schultego 3×3 do treningu pamięci fotograficznej oraz przynajmniej 1 zestaw ćwiczeń. Do tego czytanie fotograficzne 250 stron i 30 minut czytania ze wskaźnikiem (S-zygzak, dwie fiksacje i czytanie selektywne). Być może źle robię, ale minimalizuję czas pierwszych dwóch ćwiczeń czytania do 5 minut każdy, a czytanie selektywne lecę na maksa według opisanego sposobu.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Dodaj do ulubionych
  • RSS

Podobne wpisy: